fbpx

Oczywiście, że tata wychowuje inaczej dziecko niż mama. Ba! Każdy tata i każda mama wychowują inaczej, bo każdy z nas jest inny, ma inne doświadczenia, inne wartości. Ale inaczej to nie znaczy gorzej.

Rola taty w rodzinie niesamowicie zmieniła się na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Niemal 100 lat temu dzieci musiały się chować przed tatą, który po pracy musiał odpocząć, a nie zajmować się nic nie znaczącymi problemami dzieci.

Około 60 lat temu wszystko zaczęło się zmieniać – tata zaczął włączać się do rodziny. Mawiają, że najlepiej uczyć się na błędach, a jeszcze lepiej na błędach innych. Jednak ci pierwsi ojcowie, którzy zaczęli uczestniczyć w życiu dziecka, nie mieli wzoru do naśladowania.

Widać to do dzisiaj. Częściej usłyszysz to, że nie chcesz wychować dziecka tak jak Twój ojciec, niż to, że był dla Ciebie wzorem. Trudno jest wyplenić zachowania, w których żyliśmy kilkadziesiąt lat. Trudno unikać kar, nagród (pochwała to też nagroda), poczucia wyższości, gdy były one dla nas normalne, bo doświadczaliśmy tego na co dzień.

Ale da się inaczej. Kosztuje to nas sporo pracy, ale jesteśmy w stanie budować relację z dzieckiem, a nie być tylko ich nauczycielem. Warto odrzucić wszelkie przekonania i zacząć uczyć się od dziecka. Czy wiesz jak wiele rzeczy potrafimy się od niego nauczyć, gdy tylko na to pozwolimy?

Tabula rasa – niezapisana tablica


Dziecko ma czysty, niczym niezaprzątnięty umysł, jest nastawione do świata pozytywnie. Nie ma uprzedzeń, wszędzie widzi dobro, nie spodziewa się zła.
Warto wysłuchać tego, co dziecko ma do powiedzenia, spojrzeć jego oczami. W nas są dziesiątki przekonań, których często nie jesteśmy świadomi. Z dzieckiem mamy szansę poznać świat od nowa.

Model rodziny to także przekonanie


Wychowywanie dziecka przez ojca często budzi kontrowersje. W wielu z nas tkwi przekonanie, że ojciec powinien rodzinę utrzymywać, a nie zmieniać pieluchy. Tak, to jest przekonanie. Zarówno tata jak i mama mają prawo wybrać. Grunt, by wcześniej dogadali się między sobą kto czym się zajmuje.

Czy wychowywanie przez ojca różni się od wychowania przez matkę?

Zazwyczaj tak, z jednego prostego powodu. Jest z dzieckiem bliżej, w dodatku działają hormony.

Ale też większość kobiet w ciąży ma możliwość, by szukać informacji o tym, jak wspierać dziecko. To kobieta zostaje w szpitalu z dzieckiem, obserwuje, słucha tego, co mówią lekarze, położne, widzi jak przenoszą dziecko. Kobiety więcej rozmawiają z innymi, bo więcej doświadczają.
Najczęściej przez pierwsze tygodnie także pozostaje z dzieckiem, więc ma możliwość lepszej obserwacji, szybszego wyłapywania humorów dziecięcych.

Już na starcie ma więcej punktów.

Czy w związku z tym wychowywanie przez tatę jest gorsze?
Nie, jest po prostu inne.

Czy to znaczy, że tata nie ma szans, by nadrobić utracone punkty?
Ma, ale musi spędzać więcej czasu z dzieckiem, najlepiej sam na sam.

Tata nie ma doświadczenia, bo nie ma możliwości, by go zdobyć na żywym organizmie. Matka jest pochłonięta w całości tym co się dzieje. Tata włącza się do życia dopiero po pracy.

Owszem, jest urlop dla taty, ale te 2 tygodnie mijają jak z bicza strzelił.


Dziecku jest potrzebna bliskość, tulenie, jedzenie i zmiana pieluszki. Jedynym zadaniem, którego mężczyzna nie zrobi jest karmienie piersią. Pozostałe mężczyzna może robić w 100%. Ale…tutaj znowu pojawiają się przekonania, głównie w kobietach. Jednocześnie widać chęć bycia potrzebną: uważamy, że nikt inny sobie z dzieckiem nie poradzi tak dobrze jak my. Oczywiście, bo – patrz wyżej, jesteśmy z dzieckiem dłużej, poznałyśmy już język jego ciała. Ale gdy damy szansę tacie poznawać ten język razem z nami, szybko okaże się, że dziecko spokojnie może zostać pod skrzydłami taty.

Dlaczego dziecko reaguje inaczej na tatę a inaczej na mamę?

Dlaczego dziecko aż piszczy, gdy widzi ojca? Bo matkę ma przysłowiowe 24 h na dobę, ojciec jest zdecydowanie rzadziej, jest owocem sezonowym – maluch wyczekuje na niego z utęsknieniem.
Podobnie jest z innymi osobami bliskimi (to już dotyczy starszych dzieci). Im rzadziej widzimy ulubioną ciocię czy wujka, tym bardziej się cieszymy.

Najgorsze (dla mnie) jest w tym wszystkim to, że to my musimy być strażnikami i pilnować z kim spotyka się nasze dziecko (a ten temat też dotyczy wspierania wychowania). Z doświadczenia (bardzo przykrego) wiem, że dziecko nie widzi tego, że ta wyczekiwana bliska osoba, sprawia przykrość, nie szanuje, buduje złe przekonania. Dziecko wszystko widzi, chłonie jak gąbka, nie wie czy coś jest dobre czy złe. Czasami warto wyjść ze swojej skóry, stanąć obok i popatrzeć jak dziecko odbiera otaczający świat. Pomimo tego, że nie schowamy dziecka pod parasolem, by nie spotkały go przykrości, to mamy obowiązek pilnowania, by miało kontakt z szanującymi go osobami.

Podobnie w najbliższym otoczeniu – rozejrzyj się, co widzi dziecko: czy tato szanujesz mamę? Czy szanujesz inne kobiety? Czy mamo szanujesz tatę, czy ciągle na niego narzekasz (piszę z doświadczenia, niestety)?


Jaka jest relacja między Wami?

Nawet się nie spodziewamy, jak dziecko szybko wyłapuje emocje: szczęście, zdenerwowanie, miłość czy niecierpliwość.

To, jak my szanujemy ludzi, wpłynie na to, w jaki sposób nasza pociecha będzie się odnosić do innych.

Kiedyś na Instastory oburzona opowiadałam jak dzieci dosłownie wyrzucały inne osoby ze sklepu. W skrócie sytuacja wyglądała tak, że ze względu na epidemię była ograniczona ilość osób w sklepie. Pomimo tych nakazów (i już dopuszczalnej ilości osób w sklepie), do sklepu wszedł tata z 2 dzieci. Pani ekspedientka poprosiła o zaczekanie na zewnątrz. No i się zaczęło – dziewczynki wpadały co chwilę (drzwi były otwarte zarówno do sklepu jak i do przedsionka, więc wszystko było świetnie słychać) i na zmianę krzyczały: „idźcie już, wyjdźcie, wynocha”.

A co na to tato? Dopiero po dłuższej chwili powiedział, że jak się nie uspokoją, to nie dostaną lodów. Dopiero powtórzona groźba zadziałała, dziewczynki się uspokoiły.
Czy to jest wina dziecka? Nie. Czy to jest wina taty? Według mnie i tak i nie. Tata był wystraszony, speszony, nie wiedział co robić. Praktyka czyni mistrza, mawiają. Tutaj praktyki zabrakło.

Oczekiwania odnośnie tacierzyństwa

Przypuszczam, że każdy z nas miał inne przekonania na temat rodzicielstwa. Jedni uważali, że będzie to bułka z masłem, inni, że ciężka praca.

Szczerze Ci powiem, że nie myślałam, że rodzicielstwo jest tak cholernie trudne. Nie myślałam, że jest to ciągłe główkowanie. Co z tego, że miałam doświadczenie w pracy z dziećmi. Nie równa się to z tym, czego doświadczam na co dzień, mając za cel bycie świadomym rodzicem.


Bardzo, ale to bardzo żałuję, że na mojej drodze nie pojawił się nikt, kto nie powiedział: rodzicielstwo boli. Oczywiście, że słyszałam, że człowiek się nie wysypia, że trzeba wstawać, zmieniać pieluszki, dopierać plamy po marchewce (swoją drogą te słoiczkowe się nie dopierają). Ale nikt mi nie powiedział jak koszmarnie boli lęk przed utratą zdrowia dziecka. Jak straszny jest moment, gdy widzisz, że Twoje dziecko cierpi a Ty nie jesteś w stanie nic zrobić. I nie ważne jest czy to jest gorączka, czy operacja. Ból jest zawsze, większy, albo mniejszy, ale jest zawsze i tak będzie do końca naszego życia.

Granica między karą a rozwiązaniem problemu

Może zaskoczy Cię ta propozycja, ale jeśli jesteś u progu rodzicielskiej drogi, to proponuję Ci porozmawiaj z partnerem o swoich oczekiwaniach. Warto pomyśleć o tym, co może pójść nie tak i skupić się na tym jak rozwiązać problem. Dotyczy to zarówno samych problemów wychowawczych, jak później problemów, które trzeba rozwiązywać wspólnie z dzieckiem.

Może powiesz, że Twoje dziecko dopiero w drodze, nie będziesz myśleć o tym, co będzie za 2 lata. Wiesz…tyle w tym czasie się dzieje, że człowiek nie ma czasu i szans na rozmyślania, dlatego czas przygotowania do dziecka, jest czasem idealnym. Będąc świadomym swoich przekonań, tego co chcemy przekazać dziecku, a czego nie chcemy, łatwiej będzie tę strategię wypracować. W innym przypadku, dopuścimy do głosu nieświadomą część mózgu, czyli zaczniemy robić wszystko automatycznie, czyli tak jak zostaliśmy wychowani. Niestety w większości przypadków, są to rzeczy, których chcemy uniknąć.

Jeśli jesteś już rodzicem, to spokojnie, nic straconego 😉 Tutaj namawiam Cię, by wieczorem, rano czy pod prysznicem zastanowić się nad sytuacjami, które były dla Ciebie trudne, gdy nie widziałeś rozwiązania. Warto spisywać problemy, które chcielibyśmy rozwiązywać inaczej, rozpisać je i zastanowić się w jaki sposób to zrobić. Czasami wystarczy zmienić kilka słów, przestawić mebel, wykonać drobny krok do wielkiego efektu.

Bunt dwulatka, wrzeszczące dziecko, walka o słodycze w sklepie – problemy do rozwiązania

Jeśli denerwują Cię wrzeszczące dzieci w sklepie, to pomyśl jak rozwiązałbyś ten problem z dzieckiem? Czy przytuliłbybś malucha, wziął go na ręce i wyszedł z nim ze sklepu, by odpoczął (może być przebodźcowany, bo dzieci z natury nie chcą czynić źle). Czy nakrzyczysz na dziecko, które albo się uspokoi (bo się przestraszy), albo zacznie się rzucać na podłogę?

Podobnie w każdej sytuacji: co zrobisz, gdy dziecko nie będzie chciało odkładać rzeczy na miejsce? Jakie zasady wprowadzisz, by żyło Wam się lepiej?

Pomyśl i porozmawiaj z partnerem – czego oczekujesz? Jaką widzisz swoją rolę w wychowywaniu dziecka? Czy widzisz siebie tylko na spacerach z dzieckiem, czy może chcesz brać udział w pielęgnacji i wszystkich rutynowych czynnościach.

Jakie dzieci mają oczekiwania od ojców? Kto jest ważniejszy dla dziecka – mama czy tata?


Pytanie podchwytliwe, ale chciałabym je ugryźć z trochę innej strony. Często jest nam, mamom smutno, bo dziecko aż piszczy z radości na widok taty. Na nasz widok dziecko reaguje obojętnie.
Dlaczego? Bo dziecko wie, że zawsze jesteśmy obok (działoby się podobnie, gdyby tato został na urlopie ojcowskim, a mama chodziłaby do pracy). Dziecko jest spragnione osoby, której nie widzi.

Wierzę, że ta świadomość pozwoli Ci zrozumieć swoją pociechę. A jeśli marzy Ci się takie skakanie na szyję, to…wyjedź, odpocznij, zostaw swoich najbliższych, by się sobą nacieszyli.

Czy warto wspólnie ustalać zasady?

Jeśli mnie znasz, to wiesz, że jak mantrę powtarzam, że nie ma życia bez zasad. Otaczają nas z każdej strony jako przepisy drogowe, savoir-vivre, regulacje prawne. Bez tego byłoby trudno żyć zarówno nam, jak i naszym dzieciom.
Ale, żeby zasady działały, to muszą być dostosowane do sytuacji, otoczenia, w którym się znajdujesz. O zasadach muszą także dowiedzieć się inni, zwłaszcza dzieci, których najczęściej te zasady dotyczą.

Warto najpierw usiąść, przegadać je z partnerem, dopiero później przedstawić je dziecku. Temat ten bardzo obszernie poruszam w e-booku Spokojna mama – spokojne dziecko, możesz pobrać darmowy rozdział po zapisaniu się poniżej.

<div class="ml-form-embed"
  data-account="1704816:f3k9h5j2q1"
  data-form="1796728:q1v0t5">
</div>

Czy rodzice mogą mieć inne zdanie? Czy zawsze muszą stać po tej samej stronie?


Tak jak w przypadku ustalenia zasad i ich przestrzegania, rodzice powinni być jednomyślni, tak są obszary w których zgadzać się ze sobą nie muszą.


Dlaczego?
Bo każdy z nas jest inny.

Ja mam prawo nie lubić truskawek z makaronem, ale czy to znaczy, że mój partner także musi z nich zrezygnować? Oczywiście, że nie. Gdy partner ma ochotę na truskawki z kluchami, to ja jem coś innego. Żeby nie było – truskawki uwielbiam ale połączenie makaron + śmietana + truskawki jest do mnie nie do przejścia.
Dotyczy to różnych sytuacji, ALE musimy mówić do siebie z szacunkiem, bez wzajemnego obrażania się. Mamy prawo do różnych zdań, ale nie mamy prawa obrażać innych osób.

Relacja z rodzicami


Czy chcesz być tatą takim, jaki był Twój tata? Czy chcesz być taką mamą jaką była Twoja?

To pytanie powinien postawić sobie każdy rodzic. Jakie wartości chcielibyśmy dziecku przekazać, jakich unikać. Czy jeśli mój tata wychowywał mnie na zasadzie kija i marchewki: jeśli coś zrobisz to dostaniesz, to ja też tego chcę dla dziecka?
Czy jeśli byłam nagradzana za byle aktywność, to dobrze to wpłynęło na moją motywację?

Warto wziąć sobie kartkę, usiąść i pomyśleć: co było wspierające, co spowodowało, że jestem wycofana. Jakie komunikaty sprawiały, że tak się czułam czy czuję?
Uświadomienie sobie tych sytuacji to jest ogromny krok w kierunku dobrej, świadomej relacji z naszą pociechą.

Kobieta inaczej kocha dziecko, inaczej partnera

Co smutne, gdy stajemy się rodzicami, zapominamy, że za 20 lat nasze dzieci opuszczą gniazdo, a my zostaniemy sami z partnerem. Co wtedy? Czy chcemy być dla siebie obcymi ludźmi?
Tak, jest moment, gdy dziecko jest naszym oczkiem w głowie, gdy jest najważniejszym człowiekiem na świecie. Ale im krócej będzie trwać ten stan, tym lepiej dla naszego związku, który często chcemy, by trwał aż do śmierci. Da się wypośrodkować: mieć czas dla partnera, dla dziecka i UWAGA: dla siebie, bo o tym najczęściej zapominamy.


Dlatego jeśli masz możliwość, by spędzić czas z partnerem, a dzieckiem zajmie się ktoś inny – zrób to. Partner musi wiedzieć, że jest dla nas bliski jest nam potrzebny. Choć…często my nawet nie jesteśmy tego świadomi. Miłość do dziecka pochłania nas bez reszty, a później okazuje się, że zostajemy na lodzie. Zostajemy sami, bo dziecko poszło w swoją stronę, a partner w swoją. Każdy z nas ma potrzeby, każdy z nas chce być dostrzeżony, przytulony.

Dlatego mamo – jeśli to czytasz, to skup się bardziej na swoim partnerze.


Tato – jeśli masz poczucie, że partnerka Cię nie dostrzega, powiedz jej o tym. Jeśli czujesz, że nie potrafisz wspierać dziecka, nawiązać z nim relacji – powiedz o tym partnerce, poszukajcie rozwiązania.

Może warto zorganizować jakiś wspólny czas sam na sam, żeby poprawić relację? Jeśli nie ma takiej możliwości, to wynieś telefon do drugiego pokoju i ciesz się czasem wspólnie spędzonym z rodziną.


A tymczasem: wszystkiego najlepszego z okazji dnia taty! Celebrujmy ten dzień, cieszmy się, że możemy być blisko siebie.

Wszystkiego spokojnego!
Kasia Woźniak – Spokojny Rodzic.