fbpx

Kiedy nagroda staje się nagrodą? Czy nagroda jest tylko wtedy, gdy damy dziecku cukierka, zabawkę za wykonaną czynność? Czy nagroda to także słowa jakie do dziecka mówimy?
Nagrody wpływają równie negatywnie na dziecko co kary?

Temat kar i nagród okazał się tak ogromny, że postanowiłam podzielić go na dwie części. Na temat kar poczytasz tutaj, a dzisiaj zapraszam Cię w trudny temat nagród, które wydaje się, że nie mają aż tak negatywnego wpływu na dziecko jak kary. No właśnie…niestety tak nam się tylko wydaje.
Dzisiejszy tekst pochodzi z e-booka „Spokojna mama – spokojne dziecko”, którego jestem autorką. Zdecydowałam, że nie będę powielać tematu, znajdziesz tu tylko kilka moich dopowiedzeń. Na temat e-booka możesz przeczytać więcej tutaj. Na potrzeby tego artykułu – tekst w kolorze to moje dopowiedzenia.

Jakie nagrody są najlepsze dla dziecka?

Dziecko, które się rodzi, nie ma żadnych doświadczeń. Dawanie mu nagród to często wynik zaspokajania naszych potrzeb. Pierwotnie dziecko niczego od nas nie oczekuje, gdy coś zrobi (a robi to, bo odczuwa wewnętrzną potrzebę), największą nagrodą dla niego jest… wykonane zadanie. Nic tak nie uszczęśliwi dziecka jak samodzielne ubieranie się, narysowanie obrazka czy ułożenie układanki.

Spodziewałbyś się tego, że dziecko może nie oczekiwać nagrody? Tylko wiesz, mówimy tu o sytuacji, w której dziecko takowej nie doświadczyło. Sprawa wygląda zupełnie inaczej, gdy dziecko zna już pochwały, czy motywację do wykonania zadania poprzez kuszenie słodyczami. Ciężko to sobie uświadomić, ale taka jest prawda – dziecku zależy na tym, by wykonać samodzielnie zadanie, a nie by coś za nie otrzymać. To my jesteśmy do tego przyzwyczajeni, bo tak zostaliśmy wychowani. To my oczekujemy, że szef nas poklepie po ramieniu i powie „świetna robota”. Zobacz o ile życie stałoby się łatwiejsze, gdyby każdy robił rzeczy tylko i wyłącznie ze swojej wewnętrznej potrzeby.
Zobacz co by było, gdybyśmy sami potrzebowali wykonywać zadania, bo je uwielbiamy! Każda rzecz, za którą byśmy się zabrali, to by była dla nas nagroda, nasza wewnętrzna nagroda.

Jakie nagrody są najlepsze dla dziecka? Te, które wypływają z jego potrzeb.

Nagrody są lepsze niż kary?

Coraz więcej osób mówi o tym, że kara nie poprawi współpracy między rodzicem i dzieckiem. Z kolei nagroda to cichy „niszczyciel”. Maluch zaczyna wykonywać zadania, bo oczekuje nagrody. Zmienia się jego sposób myślenia: „Jeśli się nauczę czegoś, czego mama/opiekunka oczekuje, to dostanę ciastko albo pójdę na plac zabaw”. Naszym celem jest to, by dziecko chciało i samodzielnie decydowało o tym, czego potrzebuje, czego chce się uczyć.
Pomyślisz sobie: system edukacyjny na to nie pozwala, jest ściśle określony program, którego trzeba się trzymać. Tak, to prawda. Jednak nie zapominaj, że mówimy o dziecku w wieku 0–5/6 lat. To czas, gdy mamy wpływ na wzbudzenie w nim chęci do pogłębiania wiedzy w interesującym go obszarze.

Zobacz na poniższych przykładach.


Mama zauważa, że jej 4-letnie dziecko jest zainteresowane tym, co wiąże się z kosmosem. Przygotowuje mu materiały, wspólnie pogłębiają wiedzę na ten temat. Zanim maluch rozpocznie edukację w szkole, jest przygotowywany na to, że zmieni się sposób „nauki”. Będą dodatkowe zajęcia, nowe tematy, co nie oznacza, że musi zrezygnować ze swoich zainteresowań. Gdy wdroży się w nowy harmonogram, wspólnie wybierają czas na rozwijanie pasji. Jednocześnie wie, po co chodzi do szkoły, po co się uczy.

A co z nagradzanym dzieckiem?

Troszkę trudniej jest przygotować strategię dla dziecka, które już ma nawyk, że dostaje nagrody za to, że np. zjadło obiad, wychodzi z placu zabaw do domu. Tutaj pozwól, że odeślę Cię do rozdziału o planowaniu, o przygotowywaniu z dzieckiem harmonogramu dnia i informowaniu go o tym. Gdy dziecko wie, jest świadome tego, że po zabawie na placu zabaw trzeba iść zjeść obiad, naszym punktem zaczepienia jest właśnie ten plan, a nie ciastko, które w poprzedniej sytuacji by otrzymało.

Co zrobić, by unikać nagród? Analizować, myśleć, sprawdzać

Bardzo dobrze rozumiem osoby, które nagradzają swoje pociechy w jakiś sposób. Tak jest szybciej i łatwiej bardzo często sama się na tym łapię, że chcę dziecku zaproponować taki układ. Na szczęście (to przychodzi z czasem, nie martw się) szybko gryzę się w język i szukam logicznych konsekwencji: „Boję się, że jeśli nie zjesz obiadu, będziesz głodny”, zamiast: „Jak zjesz obiad, to dostaniesz ciastko”. Takie niewinne nagradzanie może nieść poważne w skutkach problemy.

Otoczenie nie wspiera nas w unikaniu nagród


W żłobkach, przedszkolach dzieci dostają pieczątki za wykonane zadanie. W przychodni dostaje naklejkę niezależnie od tego, czy faktycznie było dzielnym pacjentem, czy płakało, jakby go ze skóry obdzierali. Jednak nie zdajemy sobie sprawy, że w przypadku pieczątek w przedszkolu doprowadzamy do tego, że w dziecku zaczyna się rodzić potrzeba rywalizacji! Wówczas widzi, że Krzyś dostał pieczątkę, a ono nie dostało, przecież tak nie może być! Jednocześnie zaczyna wykonywać zadania w taki sposób, by inni ocenili je jako lepsze/równe koledze, a nie z jego wewnętrznej potrzeby.
Doprowadza to do tego, że w przyszłości nie zwracamy uwagi na nasze potrzeby, a na to, czy szef nas doceni. Co z tego, że przygotowałam projekt szybciej niż mój kolega, jednocześnie zaniedbując siebie i rodzinę?

Nagradzanie dzieci a nagradzanie nas samych


Chciałabym jednak zwrócić uwagę na pewną różnicę między nami a dziećmi. Dla nas jest OK to, że nagradzamy siebie za wykonanie jakiegoś zadania. Jednak to my zdecydowaliśmy np.: „Gdy wykonam jakiś projekt, to będę mogła obejrzeć ulubiony serial, poczytać książkę”. W przypadku dzieci także my decydujemy, za co i jaką nagrodę ono otrzyma. Widzisz różnicę? Aby nagroda służyła dziecku, powinna być wybrana przez nie, wynikać z jego potrzeb. Później w e-booku przeczytasz o dawaniu ograniczonego wyboru – pamiętaj, że nie odnosi się on do wybierania przez dziecko nagród, bo to nadal byłaby nasza decyzja – to my wybieralibyśmy, czy chce ono czekoladkę czy cukierka za posprzątany pokój.

Daj, daj, daj – co zrobić, gdy dziecko oczekuje zapłaty za wykonanie zadania


W obecnych czasach przerażające jest to, że dzieci oczekują „zapłaty” za wykonane zadania. Nie są one świadome tego, że stanowią część społeczeństwa. Rzadko uczymy je, że każdy z nas ma obowiązki, które ma za zadanie wykonywać bez otrzymywania zapłaty w postaci cukierka czy pieniędzy (w przypadku starszych dzieci). Pozwól, że krótko odniosę się do tych w wieku szkolnym, bo uważam, że to bardzo ważna sprawa, która mocno rzutuje na ich przyszłość

Dziecko to członek rodziny


Moim zdaniem to jest nasza wina, że nie proponujemy dzieciom uczestniczenia w życiu rodzinnym – porządkach, zakupach, przygotowywaniu posiłków. Chronimy je tak bardzo, że obawiamy się, iż obowiązki domowe przytłoczą już zmęczone szkołą dziecko.
A wiesz, w jaki sposób obowiązki pomogą odpocząć?


Wcześniejsze zaplanowanie (z dzieckiem oczywiście – to podstawa!) odkurzenia pokoju przez starszaka, który uczy się, siedząc w bezruchu, sprawi, że oderwie się on na chwilę od tej czynności, zapomni o nauce, odpocznie. Działa to trochę na zasadzie techniki pomodoro: pracujesz około 25 minut, później 5 minut przerwy itd. Te 5 minut przerwy to właśnie czas na to, by poskakać, potruchtać po pokoju, zrobić krążenia biodrami, skłony w przód albo właśnie poodkurzać. Napisałam około 25 minut, bo jest to technika dla dorosłych – w przypadku dziecka ten czas może być inny – wszystko zależy od jego potrzeb. Mimo wszystko zawsze będę polecać rozpoczęcie nauki od wykonania zabaw ruchowych i przerywanie jej nimi, by zarówno oczy, jak i ciało miały możliwość odpocząć.

Dzieci nie potrafią odpoczywać!

Poniższa historia dotyczy czasu sprzed pandemii. Mocno wierzę w to, że ten czas, gdy dzieci chodzą do szkoły jeszcze do nas wróci. Jednocześnie mam nadzieję, że poniższe sytuacje nie będą mieć miejsca.


Pozostając jeszcze na chwilę w temacie okołoszkolnym, chciałam się z Tobą podzielić moimi wnioskami odnośnie do tego etapu edukacji.

Ostatnio miałam przyjemność rozmawiać z nauczycielką biologii, która uczyła mnie i moją mamę. Jej zdaniem dzieciaki są tak koszmarnie przemęczone, że nie są w stanie nauczyć się nowych rzeczy. Stwierdziła, że przydałoby się, aby miały więcej wolnego. Na początku byłam przerażona jej słowami, bo było to tuż po długim weekendzie. Myślałam sobie: jak to? Cztery dni wolnego to za mało? Dopiero później uświadomiłam sobie najważniejsze: moja nauczycielka zapomniała, że dzieci nie potrafią odpoczywać. Za moich czasów nie było komputerów, więc wolne od szkoły = czas spędzony na dworze = czas na regenerację. Obecnie dzieci zazwyczaj siedzą w domu przed komputerem, telewizją lub telefonem. Mózg nie ma możliwości odpocząć.


Owszem – mózg się „wyłącza”, bo nie myślimy w czasie oglądania filmu o niczym innym niż film, ale też nie odpoczywamy. Chociażby takie wprowadzenie obowiązków domowych, zasad, że jeden dzień w tygodniu spędzamy razem, wychodzimy na wspólny spacer, może poprawić komfort życia nasz i naszych dzieci.

Czy spodziewałeś się, że nagrody mogą mieć aż taki wpływ na nasze pociechy?

Dziecko zamiast budowania swojej wewnętrznej motywacji, tworzy tą zewnętrzną. Pewnie wiesz z doświadczenia, że dużo lepiej, sprawniej, szybciej wykonuje się te zadania, które sami lubimy. Nie przepadamy, często wręcz nienawidzimy te rzeczy, które ktoś nam karze wykonać, które musimy wykonać, bo zależy nam na nagrodzie.

Czy czegoś Ci to nie przypomina? Czy to trochę nie jest tak z naszą pracą? Często szczerze jej nie cierpimy, ale zagryzamy zęby, żeby zarobić na życie. Czy da się lubić swoją pracę? Jasne, że się da, ale wymaga to poświęceń, bo nie ma zmian bez zmian 😉