fbpx

Czy znasz te sytuacje, w których bliscy sprzeciwiają się Twojej woli? Prosisz, by nie dawali czekoladowego jajka, grozisz, że więcej nie przyjedziecie, gdy będą dziecko faszerowali bajkami i słodkościami?

Skąd to się bierze? Jak sobie poradzić z takim problemem, gdy dziadkowie nie szanują Twoich wyborów?

Przede wszystkim zrozumienie

Myślę, że najistotniejsze jest spojrzenie z boku.

Dlaczego moi rodzice wpychają słodycze w swojego wnuka?

Dlaczego sadzają przed telewizorem?

Dlaczego poniżają mnie w oczach dziecka, sprzeciwiają się naszym zasadom?


Warto wrócić do korzeni. Warto spojrzeć na to, w jaki sposób byli wychowywani nasi rodzice czy dziadkowie. Kiedyś królował pas, wypraszanie dziecka do swojego pokoju. W końcu dzieci i ryby głosu nie mają, prawda? Większość z nas dalej żyje w takim przekonaniu. No właśnie! To są przekonania-te różowe okulary, które zakładamy i widzimy dziecko, które próbuje wtrącić nos w nie swoje sprawy.
Wystarczy zdjąć okulary i zobaczyć w dziecku… niezapisaną tablicę. Na tej tablicy rok po roku będą pojawiały się nasze przekonania, zwyczaje, słowa których używamy. Jednocześnie dziecko to jedna wielka lupa-poszukiwacz. Tak jest zaprogramowany nasz mózg, by doświadczać, testować, sprawdzać, szukać nowych bodźców. Coraz większa grupa rodziców i opiekunów o tym wie. Nasi dziadkowie, z racji tego, że mają inne potrzeby, trwają przy swoich przekonaniach.

Dziadkowie nie szanują naszych zasad

Tutaj ponownie trzeba cofnąć się do czasów, w jakich wychowywani byli nasi rodzice. Chociaż tak naprawdę wystarczy, że cofniemy się do lat osiemdziesiątych. Królowały kary i nagrody, brak szacunku dla dziecka. Lata dziewięćdziesiąte to lata bezstresowego wychowania, które niestety przynosi tyle samo szkody, co wcześniejsze wychowanie przy użyciu pasów. Dziadkowie nie są często świadomi, że można inaczej, spokojniej podejść do dziecka. W ich odczuciu poprzednie sposoby działały. Po odbyciu kary dziecko było spokojne (przez jakiś czas). Wszystko działało? Działało. Kto z nas nie słyszał, że pomimo pasów wyrósł na porządnego człowieka? Tylko często ten człowiek potrzebuje terapii, bo ma zaniżoną samoocenę, bo robi wszystko dla siebie, a nie dla innych. Czy terapia jest zła? Absolutnie nie! Każdy z nas powinien chodzić na terapię, bo nasze mózgi nie są dostosowane do zmian, jakie cały czas zachodzą.

Dawniej było inaczej, ale jedno się nie zmieniło.

Nasi rodzice i opiekunowie nie chcieli i nie chcą dla nas źle.

Oni tak samo, jak my teraz, chcieli dać dziecku wszystko to, co najlepsze. Jaką mamy pewność, że za 20 lat okaże się, że metody, których używamy, są o kant stołka potłuc? Nie mamy takiej pewności, a przecież my teraz też robimy wszystko, co najlepsze dla naszego dziecka, prawda?
Zrozumienie to podstawa.

Jak rozmawiać z dziadkami? Jak rozmawiać z bliskimi?

W moim odczuciu warto do rozmowy się przygotować na sucho. Dlaczego? Bo będziemy w stanie rozprawić się ze swoimi emocjami.

Nawet w czasie takiej „rozmowy na sucho” będziesz odczuwać negatywne emocje Warto wziąć kartkę i zaplanować całą rozmowę.

Przede wszystkim wypisałabym swoje wartości i potrzeby. Jeśli moją wartością jest zdrowe odżywianie, to potrzebą jest to, by dziecko jadło owoce zamiast chipsów. Gdy jestem w domu rodzinnym, ta potrzeba nie jest zaspokojona, czuję się źle, złoszczę się.
A jaką potrzebę mają moi rodzice? Przypuszczam, że chcą sprawić dziecku przyjemność. Trochę trudniej jest, gdy widzimy, że bliscy mogą nam robić na złość.
W jaki sposób mogę sprawić, by te dwie potrzeby zostały zaspokojone? Mogę zaproponować dziadkom wspólne zakupy po smakołyki dla dziecka. Mogę zaproponować, że ja zrobię zakupy, przywiozę, a gdy będzie taka potrzeba, to bliscy oddadzą pieniądze. Czy to mnie usatysfakcjonuje? Czy to usatysfakcjonuje bliskie mi osoby? Jeśli mamy wątpliwości, to szukamy innego rozwiązania. Szukam rozwiązania na każdą naszą niezaspokojoną potrzebę. Podkreślam, że trzeba uwzględnić także potrzeby bliskich, na razie teoretycznie, później praktycznie.

Miej z tyłu głowy, że bliscy mogą nie być wyrozumiali, mogą chcieć szybko skończyć rozmowę. Będziesz odczuwać emocje nawet w czasie pisania scenariusza, notuj je!

Dlaczego, po co, kiedy – sztuka zadawania pytań

Pytaj się siebie samego, dlaczego czuję złość, gdy myślę o czekoladowym jajku. Notuj argumenty: jest tam olej palmowy, który według badań może być rakotwórczy. Nawet jeśli nie użyjesz ich w trakcie rozmowy, to w czasie takiej analizy może się okazać, że to jajko raz na pół roku to jednak nie jest nic strasznego.
Jeśli masz taką potrzebę (i wiesz, że to działa) to uprzedź swoją mamę, tatę, bliską osobę, że masz sprawę, chciałbyś porozmawiać. Powiedz, jak ważne to jest dla Ciebie, poproś o wysłuchanie. Postarajcie się wspólnie ustalić dogodny termin, najlepiej wtedy, gdy dzieci nie będzie w pobliżu, byście mogli skupić się na rozmowie. Tutaj warto mieć zapas czasu, by ochłonąć. Nie zawsze pójdzie wszystko po naszej myśli (pamiętaj, że druga strona ma swoją wizję i będzie dążyła do wprowadzenia swoich zasad). Jeśli jednak wiesz, że takie prośby o rozmowę nigdy nie kończyły się dobrze, to zaaranżuj takie spotkanie. Może uda Wam się wyjść do kawiarni? A może uda Ci się przygotować/kupić Wasz wspólny przysmak, dzięki czemu uda się Wam naturalnie podejść do rozmowy?

Tutaj ponownie wszystko zależy od Twojej sytuacji. U mnie taka prośba o rozmowę nie do końca się sprawdziła. Moja rodzicielka wyczuła moje negatywne nastawienie. Co prawda to prawda, nie podeszłam przygotowana do tematu.

Spróbujcie wspólnie znaleźć satysfakcjonujące ustalenia. Ważne, by były w rzeczywistości satysfakcjonujące, a nie dobrane tylko dla jednej strony. Zdarzają się sytuacje, w których wszystko wróci do stanu wyjściowego, gdy ktoś nie zostanie w pełni usatysfakcjonowany. A jakie to mogą być ustalenia? Na pewno dopasowane do Waszych wartości i możliwości.
Czasami to może być nawet odcięcie się od bliskich, gdy widzisz, że drugiej stronie trudno zaakceptować zasady. Czy to coś złego? Uważam, że nie. Jeśli wiesz, że Twoje dziecko jest u Ciebie na pierwszym miejscu (obok partnera oczywiście), to w ten sposób postępujesz. Mówiąc o tym, że dziecko jest u Ciebie numerem jeden, ale spędzasz w rodzinnym domu czas, by pomóc bliskim kosztem dziecka, to coś jest nie w porządku.

Odpoczynek to podstawa

Zdaję sobie sprawę, że może to brzmieć brutalnie. Czasami potrzebujemy odpocząć od innych osób, dać sobie przestrzeń, by wszystko poukładać w głowie. To jest normalne i naturalne. Jeśli potrzebujesz odpoczynku, daj sobie prawo do niego. Jeśli widzisz, że Twoi bliscy są zmęczeni np. częstymi przyjazdami, to daj im odpocząć.

Wiesz, skąd wiem o tym, że dziadkowie mogą być zmęczeni naszą obecnością? Pomagam w rodzinnym sklepie. Nawet sobie nie wyobrażasz, ile babć i dziadków oddycha z ulgą, gdy kończą się wakacje, gdy kończy się weekend. Nasi bliscy mają za sobą wiele lat pracy, wiele problemów, zmagań, są najzwyczajniej w świecie zmęczeni. W naszym odczuciu oni często nic nie robią (tylko patrzą się w telewizor), gadają na ławkach pod blokiem i po prostu się nudzą. Tylko oni takiej nudy potrzebują. Czasami pod przykrywką słów: „przyjedźcie, odpocznę kiedyś indziej” może brzmieć zwyczajne: „jestem zmęczona”. Tak mało z nas zauważa potrzeby innych. Tak mało osób zauważa swoje potrzeby, a to klucz do lepszej relacji.

Groźny smok czy wystraszony kotek?

Nasi rodzice, dziadkowie naszych dzieci to nie są groźne smoki, z którymi trzeba walczyć. To często przerażone osoby, które nagle znalazły się w gęstwinie nakazów, zakazów i upomnień. Z każdej strony słyszą: „nie rób tak, źle to robisz, zostaw to, nauka mówi inaczej”. Czy coś Ci to nie przypomina? Mnie to przypomina częstą naszą relację z dzieckiem: ja się z nam, a Ty nie. To ja wiem jak trzeba robić. Teoretycznie nic nie musimy, ale gdy chcemy mieć dobrą relację z naszymi dziećmi i rodzicami, to warto patrzeć na potrzeby wszystkich.

Spokojnego dnia i wdrażania!

Kasia Woźniak-Spokojny Rodzic.